Unheard, akustyczne śledztwo

Słyszysz kobiecy głos. Otwierasz oczy. Nie wiesz, gdzie i kim jesteś. Na głowie masz słuchawki, a obok ciebie stoi sporych rozmiarów maszyna. Jesteś do niej podłączony. Na stole przed tobą leży tablet. W pomieszczeniu, w którym się znajdujesz, zauważasz też kobietę. „Witamy na szkoleniu, detektywie”.

Totalna inwigilacja

W Unheard, nowej grze niezależnego zespołu NEXT Studios, wcielamy się w rolę detektywa nowej generacji. To już nie te czasy, gdy śledztwo było prowadzone w terenie, a znalezienie jakichkolwiek poszlak czy dowodów mogło trwać nawet miesiące. Wprowadzenie systemów pełnej inwigilacji społeczeństwa doprowadziło do tego, że miniaturowe mikrofony można znaleźć na każdym kroku. Dodatkowo wyprodukowanie specjalistycznych urządzeń do analizy danych pozwoliło wnieść śledztwa na kolejny poziom. Skracając przy tym czas potrzebny na ustalenie przebiegu zdarzeń do kilku godzin. Niesie to ze sobą jednak sporo niepokojących konsekwencji…

Każda misja to zupełnie oddzielna sprawa, niepowiązane z innymi śledztwo. Znajdziemy tutaj kradzież obrazu, zamach bombowy na komisariacie, a nawet wizytę w szpitalu psychiatrycznym. Między misjami wracamy do tajemniczego pokoju i kobiety, o których nic nie wiemy. Wszystko sprowadza się do jednego z 4 różnych zakończeń, które zależą tylko od jednej decyzji w grze. Niestety. Dodatkowo większość z nich jest w pełni niekonsekwentna – nic nie tłumaczą, nie nie pokazują, po prostu są i dokładają tylko więcej pytań. Przez to cała gra fabularnie przestaje mieć sens, jeżeli tylko odejdziemy od „prawdziwego” zakończenia.

Wielki Brat słucha

Cała mechanika gry sprowadza się do kilku rzeczy – odtwarzasz nagranie, dopasowujesz imiona lub pseudonimy do postaci, a potem próbujesz odpowiedzieć na konkretne pytania. Wydaje się proste, lecz takie nie jest.

To, co słyszymy, zależne jest od naszej pozycji na mapie. A wszystkie wydarzenia z nagrania są odtwarzane w tym samym momencie, tworząc swoistą symulację danego fragmentu czasu. Gdy wsłuchujemy się w dialog postaci z jednego pomieszczenia, inne postacie na mapie także mogą rozmawiać – czy to w jakimś innym pokoju, czy to w toalecie przez telefon. Dlatego całe nagranie musimy powtarzać czasami nawet kilkanaście razy, raz śledząc podejrzaną nam osobę, a później sprawdzając o czym szeptało dwóch nieciekawych typów. Nagrania te potrafią trwać nawet po 15 minut, przez co ukończenie pojedynczej misji może zająć godzinę lub dwie.

Kolejną rzeczą jest ustalanie tożsamości konkretnych osób. Tych potrafi być aż 14, a same postacie rozmawiają w pełni naturalnie. Rzadko kiedy się zdarza, by ktoś do kogoś zwracał się po imieniu. Częściej są to dialogi prowadzone na „ty”. Przykładowo – tożsamość jednego człowieka można było ustalić tylko dzięki temu, że w czasie przesłuchania powiązanego z nim chłopaka była wzmianka o alkoholizmie i niepełnosprawności jednej nogi. Tak, ten człowiek z każdym krokiem stukał też laską o podłogę. Dlatego ważne jest dokładne wsłuchiwanie się i notowanie wszystkich ciekawostek pojawiających się w rozmowach. Na szczęście w grze jest cały system komentarzy, które można zostawiać w dowolnym miejscu na linii czasu nagrania.

Największym problemem, który potrafi zepsuć całą zabawę z gry, jest możliwość nieskończonego powtarzania danej misji. Po odpowiedzeniu na pytania dotyczące sprawy, wyświetlają się statystyki – ile tożsamości zostało prawidłowo przypisanych, a także ile naszych odpowiedzi jest poprawnych. Jeżeli mamy chociaż jeden błąd, to… nie przejdziemy dalej. Misja się restartuje (zachowując jednak nasz postęp), a my musimy kombinować do skutku. Aż wszystko będzie perfekcyjnie ustalone. Jeżeli ktoś chce przejść grę dla samych osiągnięć, to nic nie stoi na drodze, by odpowiadać losowo do skutku.

Grafika to nie wszystko…

Produkcja ta graficznie stoi na średniej półce. Ot, widok z góry, mapa będąca planem budynku i lekka komiksowa oprawa w pomieszczeniu, w którym aktualnie się znajdujemy. Wszelkie postacie przedstawione są jako okręgi zmieniające swój kształt, gdy ktoś mówi. A przerwy między misjami to statyczne obrazki z minimalną animacją oraz z przesadzonym cel-shadingiem. Tyle. Mi się to niezbyt spodobało, ale w końcu nie miała to być mocna strona tej produkcji. Co najwyżej prawidłowa.

Chociaż dobra, jest jedna mocna strona grafiki – przerywniki filmowe, które są podsumowaniem każdej misji. Klimat przy nich wylewa się z każdego centymetra ekranu. Tylko raz miałem problem z przerywnikiem, ale o tym będzie trochę dalej.

…muzyka też się liczy

Dźwięki. Największy atut tej gry. I największe przekleństwo. Każda postać ma swojego własnego, profesjonalnego aktora. Każda pierdoła, nawet największa, ma swój dźwięk w świecie gry. Grając w Unheard usłyszysz każdy krok, każde sapnięcie, każde przesunięcie dokumentów po biurku. Mimo że nic z tego nie zobaczysz. Wszystko to jest zależne też od tego, jak daleko jesteś. I jak jesteś obrócony względem danego miejsca. Dwuwymiarowa gra, gdzie dźwięk jest w pełni trójwymiarowy. I to jest piękne. Chyba że nie znasz biegle angielskiego. Na tyle biegle, by rozumieć cały tekst ze słuchu. Bo nie ma w tej grze napisów. Nie wiem, kto wpadł na tak idiotyczny pomysł, ale przez to ogromna ilość osób się odbije od tej produkcji. A szkoda, bo całość nie jest zła.

Przeciwieństwem całego udźwiękowienia jest tutaj muzyka. Nic specjalnego, nic ciekawego. Brzmi jak typowa muzyka z indyków o tematyce orwellowskiej. Trochę się tym zawiodłem. Tym bardziej, że często o tej muzyce się po prostu zapomina. Raz zdarzyło mi się też, że w przerywniku filmowym nie miałem w ogóle dźwięku. Kolejny zawód.

Gra nie dla każdego

Nagłówek już wszystko mówi. Wiele osób odbije się od tej produkcji szybciej, niż zdąży poznać jej pełen potencjał. Nie jesteś zbyt dobry w angielskim tylko ze słuchu? Odbijesz się. Nie lubisz ciągłego powtarzania tych samych czynności? Odbijesz się. Lubisz szybką akcję? Odbijesz się nawet dalej niż pozostali. Do Unheard trzeba podejść jak do książki. Wszystko tutaj sprowadza się do dosyć monotonnego wysłuchiwania ludzi i zagłębiania się w ich osobowość oraz relacje. Całość można przejść w 5-6 godzin, więc gra idealna na jeden wieczór, gdy chcesz sobie odpocząć od ciągłego stresu i nagłych zmian.

Dla mnie było to przyjemne doświadczenie. Ale nie byłbym w stanie polecić tej gry nikomu z grona znajomych. Po tą grę trzeba sięgnąć samemu. Albo się nią nie przejmować.

Ocena – 6/10

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *